W kierunku Słowenii – Trasa: Winnica Horvat, Maribor i Kranj
Chcesz wesprzeć naszego bloga? Postaw nam wirtualną kawę!
Rozpoczynamy relację z ostatniej wakacyjnej wyprawy. Jak zawsze odwiedzamy Włochy, ale poświęcamy też chwilę Słowenii, która bardzo miło nas zaskakuje i nie pozwala przestać o sobie myśleć. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego – zostańcie z nami! Przed nami ponad 800 km do przejechania na raz. Trasa z pozoru nudna, bo przejeżdżamy głównie autostradami, żeby jak najszybciej być na miejscu. Niemniej jednak znajdzie się czas, który poświęcimy dwóm ciekawym miejscom, pozwalającym poczuć słoweński klimat.
Wyruszamy wczesnym rankiem z Podhala i od razu wita nas lekka mgła, która nie przeszkadza w samej jeździe, ale uniemożliwia podziwianie górzystego krajobrazu. Mgła szybko znika, gdy oddalamy się od gór po słowackiej stronie. Słowację przekraczamy sprawnie poruszając się głównie autostradami, bez żadnego postoju. Tu należą się brawa dla Słowaków za to, że winietę na słowackie autostrady kupujemy przez Internet i nie musimy jej nawet drukować, wystarczy potwierdzenie mailowe. Dodatkowo strona przetłumaczona jest na język polski i angielski – https://www.eznamka.sk/selfcare/home/.
Kolejny kraj, który przemierzamy bez większego postoju to Austria. Na chwilę musimy się zatrzymać jednak zaraz po przekroczeniu granicy, żeby zakupić winietę – 9€ za 10 dni. Jest to pierwsza z naklejek, która tym razem oszpeci naszą przednią szybę (po raz kolejny pokłony dla Słowaków). W przeciwieństwie do Słowacji, po autostradach w Austrii nie jeździ się przyjemnie. Jest tu dość tłoczno, a przejazd w pobliżu Wiednia odcinkiem, który jest jeszcze w remoncie to istna gehenna pod względem ruchu. Na szczęście to nie trwa zbyt długo.
Po około 7 godzinach przekraczamy słoweńską granicę… i kolejny raz kupujemy winietę. Znów naklejka i chyba najdroższa ze wszystkich – 15€ za tydzień. Tym razem trochę odpoczniemy, bo po kilkunastu kilometrach podjeżdżamy pod miejsce, które jest naszym pierwszym celem – winiarnię Horvat. Wita nas olbrzymia druciana instalacja w kształcie butelki z logo winiarni oraz spore ilości krzewów winnych.
Miejsce wybraliśmy przez Internet na podstawie opinii gości, które były bardzo pozytywne. Ale to nic zaskakującego, bo wszakże tam, gdzie bliżej południa i tam, gdzie robi się dobre wino jest po prostu radość i goście witani są z otwartymi ramionami. Ale to co się nam przytrafiło, to zupełnie nowy poziom gościnności. Wchodzimy do restauracji i widzimy stoły przygotowane jakby na jakąś biesiadę. Zagajamy kelnerkę i mówimy po angielsku, że chcielibyśmy kupić wino. Ta każe nam chwilę poczekać i znika za drzwiami kuchni. Zaraz zjawia się kobieta imieniem Sabina, która wyjmuje kieliszki i przystępuje do nalewania próbek z pierwszej butelki. Próbek czyli pełnych kieliszków. Zaskoczony mówię, że tak dużo nie mogę, bo prowadzę, na co Sabina podstawia spluwaczkę i kolejny kieliszek leje do takiego samego poziomu. W trakcie prezentacji win, o którym mówi całkiem sporo, bo jak się okazuje jest główną somelierką, przeprasza nas, że nie może nas w pełni ugościć, bo zaraz przyjadą autokary z wystawcami z okolicznych targów rolniczych. Gdy goście się zjawiają, prosi swojego męża, żeby kontynuował degustację, a sama zajmuje się zabawianiem gości. Impreza szybko się rozkręca, rolnicy są bardzo weseli, a Damijan niestrudzenie prezentuje nam kolejne butelki, opowiadając przeróżne historie o lokalnych winiarzach. Tutejsi producenci okazują się być bardzo solidarni, wykupili jedną z najstarszych winnic od miasta, które planowało sprzedać teren pod inwestycje. Winiarze podzielili się nie tylko wkładem finansowym, ale także pracą nad krzewami. Po blisko godzinie spędzonej w winiarni kupujemy kilka butelek i wracamy do samochodu odprowadzani przez Damjana, który jak przyznaje nie lubi imprez takich, jak trwająca teraz – woli rozmawiać o winie.
Namiary na winnicę Horvat znajdziecie na profilu Vinogradi Horvat na FB oraz na stronie www.
Maribor
Z winnicy pod Mariborem jedziemy do samego Mariboru. To drugie co do wielkości miasto w Słowenii, co nie oznacza, że jest duże – ma około 115 tyś mieszkańców. Czasu nie mamy dużo, bo bo musimy się zameldować w Kranju przed 21, jednak czasu powinno starczyć na najważniejsze zabytki, w tym najstarszą winorośl na świecie. Mijamy Bazylikę, która swoje ceglaste mury eksponuje w zachodzącym słońcu. Po dłuższym spacerze mariborską starówką docieramy do XIV wiecznej Wieży Sądowej (Sodni stolp).
Chwilę później osiągamy nasz główny cel – najstarszą winorośl na świecie. Stara trta, który pnie się po murze jednego z budynków ma kilkanaście metrów długości i żyje od około 400 lat. Ciekawostką jest to, że wciąż rodzi owoce, z których tworzone jest około 100 butelek wina, a zbieranie winogron to jedna wielka impreza 🙂
Kranj
Droga z Mariboru do Kranju prowadzi głównie autostradą, ale jest to jedna z najfajniejszych tras autostradą, jaką jechaliśmy. Wszystko to z powodu Alp Julijskich, które stopniowo ukazują się naszym oczom. Początkowo widać tylko jedną górą na horyzoncie, ale z czasem wyłaniają się kolejne, aż w końcu odsłania się całe pasmo, które sprawia wrażenie jakby nas otaczało. Dodając do tego fioletowe niebo tuż po zachodzie słońca mamy drogę o niesamowitym klimacie (Massive Attack jak znalazł na tę trasę).
Do Kranju docieramy chwilę przed 21. Zostaliśmy poinformowani przez obsługę hostelu, że na starym mieście, na którym się znajdują obowiązuje zakaz wjazdu samochodami, za to w pobliżu bram znajduje się parking, na którym możemy zostawić auto. Wolnego miejsca jest sporo, więc parkujemy i kupujemy bilet dający nam czas od 11:00 (parking jest płatny od 6:00 do 20:00 ale pierwsze dwie godziny są gratis).
29 sierpnia 2017 Tagi: bmw, horvat, kranj, maribor, słowenia, winiarnia, wino Wyprawa: Wino włoskie czy słoweńskie