Dziś wielki dzień, bo przed nami Stelvio. Dla mnie to jeden z najbardziej wyczekiwanych etapów podróży. Pogoda nie jest zbyt dobra. Niby jest ciepło, ale całe niebo przykrywają chmury, więc zaczynam obawiać się o widoczność na przełęczy. Przed podróżą idziemy jeszcze
„20 chilometri al giorno polvere e sole andata e ritorno” „20 kilometrów dziennie słońce i kurz tam i z powrotem” Tak śpiewa Mike Patton w projekcie Mondo Cane (oryginalne Nicola Arigliano). To nasza przewodnia nuta na podróż. Tekst zgadza się częściowo: zamiast 20 kilometrów
Dziś powrót z Moraw. Trasa praktycznie ta sama, co poprzednio. Jedziemy przez Ołomuniec, żeby zjeść w Moritzu a granicę przekraczamy w Boboszowie. Zdecydowanie wolimy tę trasę niż drogę przez Ostrawę i autostrady, bo jest mniej nudna. Przez góry zawsze fajnie
Z samego rana wyruszamy do Znojma. Mamy pół dnia na zwiedzenie miasteczka, bo drugie pół przeznaczamy na burčákfest. Znojmo jest jednym z najstarszych miast na Morawach. Zwiedzenie zaczynamy rynku i wejścia na wieżę ratuszową. Całkiem ładną panoramę Znojma można stamtąd obejrzeć. Rynek w
Rano po śniadaniu spotykamy się z Vitkiem i Janą, żeby zapłącić za nocleg, degustację i kupić kilka(naście) butelek wina. Przy okazji kupujemy też zapach winnych konfitur, które bardzo nam zasmakowały poprzednim razem. Żegnamy się, zapowiadamy się ponownie w niedługim czasie
Po raz drugi już jedziemy na Morawy. Niestety nie tak dużą grupą jak ostatnio, bo tym razem jest nas zaledwie czwórka. Nie udało nam się też zarezerwować noclegu na cały pobyt w Nad Sklepy, bo trafiamy akurat w święto Wacława,