Dzień wita nas słońcem. Szybko się zbieramy i pędzimy zobaczyć czy dobrze wyobrażaliśmy sobie wczoraj sielski widok, jaki nas dzisiaj zastanie. Nieco się myliliśmy – jest ładniej. Jedziemy zobaczyć klasztor Abazzia di Piona na półwyspie Olgiasca, który okazuje się być
Dziś wielki dzień, bo przed nami Stelvio. Dla mnie to jeden z najbardziej wyczekiwanych etapów podróży. Pogoda nie jest zbyt dobra. Niby jest ciepło, ale całe niebo przykrywają chmury, więc zaczynam obawiać się o widoczność na przełęczy. Przed podróżą idziemy jeszcze
Zaczynam powoli się budzić. Słyszę, że D. już się krząta po pokoju. Słyszę też odgłos opadającego lustra aparatu. Coś ciekawego musi być za oknem. Wstaję więc, leniwie jak zawsze. Wczorajszej nocy mogłem jedynie domyślać się, co zobaczę dzisiaj. Ale nie spodziewałem się, że widok będzie
Dzień pierwszy naszej wielkiej włoskiej wyprawy. A w zasadzie zerowy, bo dziś tylko dojeżdżamy do miejsca, gdzie mamy zarezerwowany pierwszy nocleg – do Prato Carnico nieopodal Comeglians. Wszystko, co dobre ma zacząć się dopiero jutro. Przed nami 1150 km. Kilkanaście godzin
„20 chilometri al giorno polvere e sole andata e ritorno” „20 kilometrów dziennie słońce i kurz tam i z powrotem” Tak śpiewa Mike Patton w projekcie Mondo Cane (oryginalne Nicola Arigliano). To nasza przewodnia nuta na podróż. Tekst zgadza się częściowo: zamiast 20 kilometrów
Dziś powrót z Moraw. Trasa praktycznie ta sama, co poprzednio. Jedziemy przez Ołomuniec, żeby zjeść w Moritzu a granicę przekraczamy w Boboszowie. Zdecydowanie wolimy tę trasę niż drogę przez Ostrawę i autostrady, bo jest mniej nudna. Przez góry zawsze fajnie
Z samego rana wyruszamy do Znojma. Mamy pół dnia na zwiedzenie miasteczka, bo drugie pół przeznaczamy na burčákfest. Znojmo jest jednym z najstarszych miast na Morawach. Zwiedzenie zaczynamy rynku i wejścia na wieżę ratuszową. Całkiem ładną panoramę Znojma można stamtąd obejrzeć. Rynek w
Rano po śniadaniu spotykamy się z Vitkiem i Janą, żeby zapłącić za nocleg, degustację i kupić kilka(naście) butelek wina. Przy okazji kupujemy też zapach winnych konfitur, które bardzo nam zasmakowały poprzednim razem. Żegnamy się, zapowiadamy się ponownie w niedługim czasie
Po raz drugi już jedziemy na Morawy. Niestety nie tak dużą grupą jak ostatnio, bo tym razem jest nas zaledwie czwórka. Nie udało nam się też zarezerwować noclegu na cały pobyt w Nad Sklepy, bo trafiamy akurat w święto Wacława,
Dziś wracamy do Polski. Zanim jednak to się stanie spędzamy jeszcze pół dnia w Pradze i odwiedzamy głównie dzielnicę żydowską. Nie mamy już sprecyzowanego planu poza tym, że chcemy chodzić mniej znanymi ulicami Pragi i chłonąć jej klimat. Praga okazuje